Żywotne Pytanie na Dziś

Arthur W. Pink (1886–1952) – brytyjski pastor i autor reformowany, znany z książek „The Sovereignty of God” oraz „The Attributes of God”, ceniony za praktyczne nauczanie biblijne; przedstawiony jako protestancki kaznodzieja pierwszej połowy XX wieku.

Autor: Arthur W. Pink
Oryginalny tytuł: A Vital Question for Today
Tekst źródłowy: https://www.chapellibrary.org/book/rdepfg/radical-depravity-pinkarthurw

Jesteśmy głęboko przekonani, że żywotnym pytaniem, które najbardziej wymaga dziś postawienia, jest to: Czy człowiek jest z natury stworzeniem całkowicie i doszczętnie zepsutym? Czy przychodzi na świat kompletnie zrujnowany i bezradny, duchowo ślepy i martwy w upadkach i grzechach? Odpowiedź na to pytanie zdeterminuje nasze poglądy na wiele innych kwestii. To na tle tego mrocznego tła rozgrywa się cała Biblia. Wszelka próba zmodyfikowania, osłabienia, odrzucenia czy złagodzenia nauczania Pisma Świętego w tej materii jest fatalna w skutkach.

Postawmy to pytanie w innej formie: Czy człowiek znajduje się obecnie w takim stanie, że nie może zostać zbawiony bez specjalnej i bezpośredniej interwencji Trójjedynego Boga w jego imieniu? Innymi słowy, czy istnieje dla niego jakakolwiek nadzieja poza jego osobistym wybraniem przez Ojca, jego szczególnym odkupieniem przez Syna i nadprzyrodzonym działaniem Ducha w jego wnętrzu? Albo ujmując to jeszcze inaczej: Jeśli człowiek jest istotą całkowicie zepsutą, czy może on w ogóle postawić pierwszy krok w kwestii swojego powrotu do Boga?

Biblijna odpowiedź a ludzkie złudzenia

Biblijna odpowiedź na to pytanie ukazuje całkowitą daremność programów reformatorów społecznych dążących do “moralnego podniesienia mas”, planów polityków na rzecz pokoju między narodami oraz ideologii marzycieli pragnących wprowadzić złoty wiek dla tego świata. To żałosne i tragiczne widzieć tak wielu naszych największych ludzi pokładających wiarę w takich urojeniach. Podziały i niesnaski, nienawiść i rozlew krwi nie mogą zostać wygnane, dopóki ludzka natura jest taka, jaka jest. Jednak w ciągu ostatniego stulecia stałym trendem pogarszającego się chrześcijaństwa było niedocenianie zła grzechu i przecenianie moralnych możliwości ludzi.

Zamiast głosić ohydę grzechu, skupiano się bardziej na jego niedogodnościach, a poniżający obraz zgubionego stanu człowieka, jaki przedstawia Pismo Święte, został przesłonięty, jeśli nie zatarty, przez pochlebne rozprawy o ludzkim postępie. Jeśli popularna religia “kościołów” – włączając w to dziewięć dziesiątych tego, co określa się mianem ewangelikalnego chrześcijaństwa – zostanie poddana próbie w tym punkcie, okaże się, że stoi ona w bezpośrednim konflikcie z upadłym, zrujnowanym i duchowo martwym stanem człowieka.

Istnieje zatem dziś paląca potrzeba, aby grzech był postrzegany w świetle Bożego Prawa i Ewangelii, tak aby jego “nadmierna grzeszność” mogła zostać zademonstrowana, a mroczne głębie ludzkiego zepsucia obnażone przez nauczanie Pisma Świętego, abyśmy mogli pojąć, co oznaczają te przerażające słowa: “martwi w upadkach i grzechach”. Wielkim celem Biblii jest objawienie nam Boga, ukazanie człowieka takim, jakim widzi go Stwórca, oraz pokazanie relacji jednego do drugiego. Zadaniem Jego sług jest więc nie tylko głoszenie boskiego charakteru i doskonałości, ale także nakreślenie pierwotnego stanu i odstępstwa człowieka, jak również boskiego lekarstwa na jego ruinę.

Dopóki naprawdę nie ujrzymy horroru dołu, w którym z natury leżymy, nigdy nie będziemy w stanie właściwie docenić tak wielkiego zbawienia Chrystusa. W upadłym stanie człowieka mamy straszną chorobę, na którą jedynym lekarstwem jest boskie odkupienie, a nasza ocena i wartość przypisywana darom łaski Bożej będzie koniecznie modyfikowana wprost proporcjonalnie do tego, jak modyfikujemy potrzebę, którą owa łaska miała zaspokoić.

Głos Purytanów

David Clarkson, jeden z purytanów, wskazał na ten fakt w swoim kazaniu na temat Psalmu 51:5:

“Celem służby ewangelii jest przyprowadzenie grzeszników do Chrystusa. Ich droga do tego celu wiedzie przez poczucie ich nędzy bez Chrystusa. Składnikami tej nędzy są nasza grzeszność, pierworodna i uczynkowa; gniew Boga, na który grzech nas wystawił; oraz nasza bezsilność w uwolnieniu się od grzechu lub gniewu. Abyśmy więc mogli promować ten wielki cel, będziemy dążyć, o ile Pan wspomoże, by prowadzić was tą drogą, przez poczucie nędzy, do Tego, który jako jedyny może z niej wybawić. A ponieważ źródłem naszej nędzy jest zepsucie naszej natury, czyli grzech pierworodny, uznaliśmy za stosowne zacząć tutaj i dlatego wybraliśmy te słowa jako bardzo odpowiednie dla naszego celu… Oto zostałem zrodzony w nieprawości i w grzechu poczęła mnie moja matka [Psalm 51:5].”

Powaga doktryny

Temat ten jest zaiste niezwykle poważny i nikt nie może o nim pisać ani kazać w sposób godny, jeśli jego własne serce nie jest nim głęboko przejęte. Nie jest to coś, od czego człowiek może się zdystansować i rozwodzić nad tym, jakby nie był w to bezpośrednio uwikłany; tym bardziej nie może patrzeć z wyższego poziomu na tych, których potępia. Nie ma nic bardziej niestosownego i niegodnego niż młody kaznodzieja, który gładko recytuje fragmenty Pisma obrazujące jego własną podłość z natury. Powinny być one raczej czytane lub cytowane z najwyższą powagą.

J. C. Philpot stwierdził:

“Tak jak żadne serce nie może w wystarczającym stopniu pojąć, tak żaden język nie może adekwatnie wyrazić stanu nędzy i ruiny, w jaki grzech wpędził winnego, nieszczęsnego człowieka. Oddzielając go od Boga, odciął go od jedynego źródła i krynicy wszelkiego szczęścia i wszelkiej świętości. Zrujnował go, ciało i duszę. Jedno napełnił chorobą i niemocą; w drugim zatarł i zniszczył obraz Boga, w którym zostało stworzone. Zdruzgotał wszystkie jego zdolności umysłowe; złamał jego osąd, zanieczyścił wyobraźnię i wyalienował jego uczucia. Sprawił, że pokochał grzech i znienawidził Boga.”

Doktryna o całkowitym zepsuciu jest bardzo upokarzająca. Nie chodzi o to, że człowiek chyli się na jedną stronę i potrzebuje podparcia, ani że jest jedynie ignorantem i wymaga pouczenia, ani że jest wyczerpany i potrzebuje toniku; ale raczej o to, że jest zgubiony, zatracony, duchowo martwy. W konsekwencji jest “bez siły”, całkowicie niezdolny do poprawy samego siebie. Jest wystawiony na gniew Boga i niezdolny do wykonania ani jednego uczynku, który mógłby znaleźć u Niego akceptację. Prawie każda strona Biblii daje świadectwo tej prawdzie. Cały plan odkupienia przyjmuje ją za pewnik. Plan zbawienia nauczany w Pismach nie miałby racji bytu przy żadnym innym założeniu.

Niemożność zyskania przez człowieka aprobaty Boga własnymi uczynkami objawia się wyraźnie w przypadku bogatego młodzieńca, który przyszedł do Chrystusa. Według ludzkich standardów był on wzorem cnoty i osiągnięć religijnych. Jednakże, jak wszyscy inni, którzy ufają we własne wysiłki, był nieświadomy duchowości i surowości Bożego Prawa; gdy Chrystus poddał go próbie, jego piękne oczekiwania rozwiały się na wietrze i “odszedł smutny” (Ewangelia Mateusza 19:22).

Doktryna niepopularna, lecz konieczna

Jest to zatem doktryna najbardziej nieprzyjemna w smaku. Nie może być inaczej, albowiem ludzie nieodrodzeni uwielbiają słuchać o wielkości, godności i szlachetności człowieka. Naturalny człowiek myśli o sobie wysoko i ceni tylko to, co mu schlebia. Nic nie cieszy go bardziej niż słuchanie tego, co wychwala ludzką naturę i sławi stan ludzkości, nawet jeśli odbywa się to w terminach, które nie tylko odrzucają nauczanie Słowa Bożego, ale są płasko sprzeczne z powszechną obserwacją i uniwersalnym doświadczeniem.

Wielu jest takich, którzy zadowalają go swoimi hojnymi pochwałami doskonałości cywilizacji i stałego postępu rasy. Stąd zadawanie kłamu popularnej teorii ewolucji jest wysoce nieprzyjemne dla jej zwiedzionych wyznawców. Niemniej jednak obowiązkiem sług Bożych jest splamić pychę wszystkiego, czym chlubi się człowiek, obedrzeć go z ukradzionych piór i położyć go nisko w prochu przed Bogiem. Jakkolwiek odrażające byłoby takie nauczanie, wysłannik Boga musi wiernie wypełniać swój obowiązek:

“Czy będą słuchać, czy nie” [Ezechiela 3:11].

To nie jest ponury dogmat wymyślony przez Kościół w “ciemnych wiekach”, lecz prawda Pisma Świętego. George Whitefield powiedział: “Postrzegam to nie tylko jako doktrynę Pisma, wielkiego źródła prawdy, ale jako doktrynę fundamentalną, od której mam nadzieję, że Bóg nie pozwoli nikomu z was zostać odwiedzionym”. Jest to temat, któremu Biblia nadaje wielkie znaczenie. Każda część Pisma ma wiele do powiedzenia na temat strasznego stanu degradacji i niewoli, w jaki Upadek wpędził człowieka. Zepsucie, ślepota, wrogość wszystkich potomków Adama do wszystkiego, co ma naturę duchową, są stale podkreślane. Nie tylko pełna ruina człowieka jest w pełni opisana, ale także jego bezsilność, by się z niej wybawić. W deklaracjach i oskarżeniach proroków, Chrystusa i Jego apostołów, niewola wszystkich ludzi u szatana i ich całkowita niemoc zwrócenia się do Boga o ratunek są wielokrotnie przedstawiane – nie pośrednio i mgliście, ale dobitnie i z wielkimi szczegółami. Jest to jeden ze stu dowodów na to, że Biblia nie jest ludzkim wynalazkiem, lecz komunikatem od Trzykroć Świętego.

Zaniedbany temat

Jest to temat smutno zaniedbany. Mimo jasnego i jednolitego nauczania Pisma, zrujnowany stan człowieka i jego alienacja od Boga są słabo rozumiane i rzadko słyszane na współczesnych ambonach, a nawet w miejscach uważanych za centra ortodoksji poświęca się im niewiele miejsca. Cały trend dzisiejszej myśli i nauczania zmierza w przeciwnym kierunku, a nawet tam, gdzie hipoteza Darwina nie została przyjęta, często widać jej zgubne wpływy. W konsekwencji winnego milczenia współczesnej ambony wyrosło pokolenie bywalców kościołów, które jest godnie pożałowania ignorantem w kwestii podstawowych prawd biblijnych, tak że być może nie więcej niż jeden na tysiąc ma choćby umysłową wiedzę o łańcuchach zatwardziałości i niewiary, które krępują naturalne serce, lub o lochu ciemności, w którym leżą. Tysiące kaznodziejów, zamiast wiernie mówić swoim słuchaczom o ich żałosnym stanie z natury, marnuje czas na relacjonowanie najnowszych wiadomości z Kremla czy rozwoju broni nuklearnej.

Test ortodoksji

Jest to zatem doktryna testująca, zwłaszcza zdrowie wiary kaznodziei. Ortodoksja człowieka w tym temacie determinuje jego punkt widzenia na wiele innych doktryn o wielkim znaczeniu. Jeśli jego wiara tutaj jest biblijna, to wyraźnie dostrzeże, jak niemożliwe jest dla ludzi, by sami się poprawili – że Chrystus jest ich jedyną nadzieją. Będzie wiedział, że jeśli grzesznik nie narodzi się na nowo, nie ma dla niego wstępu do Królestwa Bożego. Nie będzie też żywił idei wolnej woli upadłego stworzenia do osiągnięcia dobra. Zostanie uchroniony przed wieloma błędami. Andrew Fuller stwierdził:

“Nigdy nie znałem osoby skłaniającej się ku systemom arminiańskim, ariańskim, socyniańskim czy antynomistycznym, która najpierw nie żywiłaby umniejszających pojęć o ludzkim zepsuciu lub winie”.

Jest to doktryna o wielkiej wartości praktycznej, jak również duchowym znaczeniu. Fundament wszelkiej prawdziwej pobożności leży we właściwym postrzeganiu nas samych i naszej podłości oraz w biblijnej wierze w Boga i Jego łaskę. Bez niej nie może być prawdziwego wstrętu do samego siebie ani pokuty, żadnego rzeczywistego docenienia zbawczego miłosierdzia Boga, żadnej wiary w Chrystusa. Nie ma niczego, co byłoby tak dobrze obliczone na wyprowadzenie z błędu próżnego człowieka i przekonanie go o bezwartościowości i zgniliźnie jego własnej sprawiedliwości, jak znajomość tej doktryny. Jednak kaznodzieja, który jest świadomy plagi własnego serca, wie doskonale, że nie może przedstawić tej prawdy w taki sposób, aby jego słuchacze rzeczywiście to sobie uświadomili i poczuli, aby pomóc im przestać kochać samych siebie i sprawić, by na zawsze wyrzekli się wszelkiej nadziei w sobie. Dlatego zamiast polegać na swojej wierności w przedstawianiu prawdy, będzie zdany na Boga, aby Ten łaskawie zastosował ją w mocy do tych, którzy go słuchają, i pobłogosławił jego słabe wysiłki.

Oświecająca prawda

Jest to doktryna niezwykle oświecająca. Może być melancholijna i upokarzająca, niemniej jednak rzuca snop światła na tajemnice, które w przeciwnym razie są nie do rozwiązania. Dostarcza klucza do przebiegu ludzkiej historii i pokazuje, dlaczego tak wiele z niej napisano krwią i łzami. Dostarcza wyjaśnienia wielu problemów, które boleśnie trapią i zastanawiają myślących.

  • Ujawnia, dlaczego dziecko jest skłonne do zła i musi być nauczane oraz dyscyplinowane do wszystkiego, co dobre.
  • Wyjaśnia, dlaczego każda poprawa otoczenia człowieka, każda próba jego edukacji, wszystkie wysiłki reformatorów społecznych są bezskuteczne w dokonaniu jakiejkolwiek radykalnej poprawy w jego naturze i charakterze.
  • Tłumaczy okropne traktowanie, z jakim spotkał się Chrystus, gdy tak łaskawie działał na tym świecie, i dlaczego wciąż jest pogardzany i odrzucany przez ludzi.
  • Umożliwia samemu chrześcijaninowi lepsze zrozumienie bolesnego konfliktu, który wciąż w nim trwa i który tak często każe mu wołać: “Nędzny ja człowiek!” (Rzymian 7:24).

Jest to zatem doktryna najbardziej konieczna, ponieważ ogromna większość naszych bliźnich jej nie zna. Słudzy Boży są czasami uważani za mówiących zbyt mocno i ponuro o strasznym stanie człowieka z powodu jego odstępstwa od Boga. Faktem jest, że w ludzkim języku nie da się przesadzić, opisując ciemność i zanieczyszczenie ludzkiego serca, ani opisać nędzy i całkowitej bezradności stanu, jaki Słowo Prawdy opisuje w tych uroczystych fragmentach:

“A jeśli nasza ewangelia jest zakryta, to jest zakryta dla tych, którzy giną. W których bóg tego świata zaślepił umysły, w niewierzących, aby nie świeciła im światłość chwalebnej ewangelii Chrystusa, który jest obrazem Boga” [2 Koryntian 4:3-4].

“Dlatego nie mogli uwierzyć, bo jeszcze Izajasz powiedział: Zaślepił ich oczy i zatwardził ich serce, aby oczami nie widzieli i sercem nie zrozumieli, aby się nie nawrócili, żebym ich nie uzdrowił” [Ewangelia Jana 12:39-40].

Jest to jeszcze bardziej widoczne, gdy przeciwstawimy to stanowi duszy tych, w których dokonuje się cud łaski (Ewangelia Łukasza 1:78-79).

Jest to doktryna korzystna – taka, której Bóg często używa, by przywrócić ludziom zmysły… Nic poza rzeczywistym poczuciem naszego zgubionego stanu nie położy nas w prochu przed Bogiem.

“Któż może wydobyć czyste z nieczystego? Nikt” [Hioba 14:4].

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *